Dziś długi wpis. Dosyć obszerna i szczegółowa interpretacja jednego z najpiękniejszych polskich wierszy - Przez kresy Józefa Czechowicza. Analiza tego utworu wskaże także najważniejsze cechy całej poetyki tego autora.
A z wierszy
napisanych chyba ten nie umrze/ co nie bał się stać prawdą lub stał się muzyką[1]. Tak pisał ksiądz Jan Twardowski. Cytat
ten doskonale sprawdza się w przypadku Józefa Czechowicza i jego twórczości.
Choć pisał on niemalże sto lat temu, jego utwory są znane do dziś i stanowią
ważny element poezji dwudziestolecia międzywojennego. Nie umarły. Nie umarła
także pamięć o tym utalentowanym poecie. Czy niegasnącą pamięć zawdzięcza on
muzyczności swoich utworów? Być może. Niewątpliwe melodyjność jest bardzo
ważnym składnikiem jego poezji. Widać to doskonale na przykładzie wiersza Przez kresy, który już samą warstwą
brzmieniową przekazuje bardzo dużo. Zawiera on wiele cech, symboli i motywów
charakterystycznych dla twórczości Czechowicza, podejmuje temat katastroficzny.
Temat, który często pojawia się w jego utworach. Jednak można również czytać
ten wiersz poza kontekstem apokalipsy. Te różne spojrzenia na ten jeden utwór
postaram się wykazać w swojej pracy.
Zanim jednak przejdę do interpretacji wiersza, zajmę się
jego budową, ponieważ jest ona kluczowa dla znaczenia utworu. Wiersz składa się
z 4 strof, a każda z nich liczy po 4 wersy. Są one asylabiczne. Rym żeński z
akcentem paroksytonicznym pojawia się jedynie w dwóch ostatnich linijkach
każdej strofy. Niewiele dzieje się w warstwie znaczeniowej utworu.
Najważniejsza jest warstwa brzmieniowa. Dla Czechowicza muzyczność była
warunkiem powstania wiersza: Otóż tu leży
sedno rzeczy: narodziny wiersza tkwią w muzycznym porządku rzeczy […][2]. Dlatego
też poprzez tę warstwę wyraża się natura świata przedstawionego.
W wierszu Czechowicz opisuje podróż. Człowiek o nieznanej
czytelnikowi płci jedzie na wozie ciągniętym przez konia. Zwierzę monotonnie (…) głowę unosi[3]. Ich
wędrówka trwa więc już od dłuższego czasu. Świadczy o tym też fakt, że grzywa
konia spływa raz po raz. W następnej linijce pojawiają się dwa wyrazy: koła koła. Dodają one rytmiczności
wierszowi. Są dwa, ponieważ koła w wozie również umieszczone są podwójnie. Wyznacznikiem
rytmu w tej strofie jest właśnie głoska o, pojawiająca się w pierwszym wyrazie utworu (monotonnie) oraz w powtarzającym się kole. O także obrazuje
czytelnikowi koło od wozu. Swoistym semantycznym komentarzem do tej strofy jest
słowo rytm. Opisuje ono, jak spływa
końska grzywa (a więc spada rytmicznie), ale także zaznacza, że rytm będzie
„panował” w całym wierszu. Ostatnia linijka to jedno słowo: zioła. Są one pojedyncze, nie stanowią
pary jak wcześniejsze koła. Nie
znajdują się one w rytmie, ponieważ ten jest związany z jadącym koniem. Podmiot
liryczny widzi zioła wszędzie. Wzmacniają one obraz i stanowią rym, który
zgrywa ze sobą dwie ostatnie linijki. Zioła łączą sytuację i spajają wszystko w
jedną całość.
Kolejna
strofa również rozpoczyna się onomatopeją. Słowo terkocze odnosi się do przemieszczającego wozu, którego koła wydają
właśnie taki dźwięk, jadąc. Dalej, czytelnik dostaje informację, że zmienia się
położenie przemieszczającego się podmiotu lirycznego. Jedzie on drożyną leśną łąkową. Ta instrumentacja
głoskowa daje wrażenie ciągłości, zasygnalizowanej na początku utworu
monotonności oraz właśnie senności wspomnianej w pierwszej linijce tej
strofy. Ostatnie dwa wersy – dołem dołem/
polem – potwierdzają rytm kół przesuwającego się wozu. Podmiot liryczny
jedzie więc lasem, polem i łąką. Do głoski o z
poprzedniej strofy dołączyła tu głoska e,
ponieważ inicjacyjna onomatopeja, uruchamiająca strofę, ma w sobie właśnie tę samogłoskę.
To głoski o i e przeważają w tym fragmencie utworu. Potwierdzeniem początkowej monotonności jest tu senność.
W
trzeciej zwrotce czytelnik dostaje informacje o porze dnia oraz o porze roku.
Koń ciągnął wóz cały dzień, zaczyna już zmierzchać. Rżyska umiejscawiają sytuację liryczną po zakończeniu żniw, a więc
pod koniec lata. Na niebie widnieje księżyc
ciemny czerwony, pierwszy raz pojawiają się w utworze kolory. Również
pierwszy raz podmiot liryczny wykonuje jakąś czynność – woła. Czasownik ten wytrąca nas z rytmu jednostajnej podróży. Nie
jest to czynność rytmiczna ale spontaniczna. Sygnalizuje, że coś się stało. Głoska
o swoim wyglądem przypomina otwarte
ze zdziwienia usta. Ma w sobie wołanie, zdziwienie. Jest znakiem momentalnych
uniesień. Wraz z nadejściem zmierzchu coś wytrąciło podmiot liryczny z sennego półżycia. Chce on przywołać do
siebie złoty kołacz.
W
tej strofie pojawia się słowo rżyska,
które wnosi ze sobą zupełnie odmienny zestaw głosek. Jest to typowe dla
Czechowicza, który do opisu sielankowości używa samogłosek o (monotonnie), e (terkocze) a (nad,
zawadza) oraz płynnej spółgłoski nosowej ą (drożyną leśną łąkową).
Jednak, gdy zmienia się nastrój wiersza na katastroficzny, wprowadza zbitkę
spółgłoskową rż. Zastosowanie słowa
zawierającego drżące r oraz twarde ż bardzo kontrastuje z wcześniejszymi
łagodnymi dźwiękami. Wywołuje niepokój u czytelnika, „uderzając” go w
uszy. Także skrzyp użyty w ostatniej strofie
zalicza się do „katastroficznego zestawu” dźwięków.
Ostatnią
zwrotkę rozpoczyna ciąg jednosylabowych wyrazów. Podmiot liryczny słyszy tylko kół skrzyp. Jest noc. Nie wie co
się dzieje. Wszędzie jest mgła, a on nadal jedzie i nadal woła to, co zaginęło,
odeszło, zniknęło podczas podróży.
Jak
widać, już analiza samej warstwy dźwiękowej może dać wiele informacji na temat
wiersza. Dzięki znakomitej melodyjności utworu, czytelnik może dowiedzieć się,
co autor opisuje. Wie, czy znajduje się w idyllicznej krainie, czy opisywane są
apokaliptyczne przewidywania.
Czechowicz
w tym wierszu połączył te dwa charakterystyczne dla swojej twórczości motywy:
arkadii i śmierci. Dwie pierwsze strofy są opisem rajskiej rzeczywistości.
Sielankowość została oddana głównie przez kompozycję dźwiękową tego utworu. Nie
ma w tej części żadnych zakłóceń. Wszystko jest spokojne i płynne. Koń porusza się
monotonnie, powoli ciągnie wóz i podmiot liryczny znajdujący się w nim.
Przemierzają wiejskie okolice, podróżują spokojnym, lasem. Jest jeszcze lato,
więc wkoło jest zielono. Jeszcze kwitną zioła i inne rośliny. Jednak jest to
tylko pozorny spokój, ponieważ pojawiają się tu pierwsze sygnały nadciągającej
katastrofy.
Wspomniany
w pierwszej linijce koń i jeździec (w tym wypadku jeździec znajdujący się na
wozie) są symbolami często pojawiającym się w twórczości Czechowicza. Koń
zapowiada sytuacje katastroficzne, przedstawia żywiołowość, miażdży i niszczy
to, po czym biegnie. Nie bezpodstawne może być tu skojarzenie z jeźdźcami
apokalipsy, którzy na swych koniach mają wyruszyć przed Sądem Ostatecznym. Jawi
się tu więc wizja końca świata. Również koło nie symbolizuje nic pozytywnego.
Szalony pęd, wir, w który wprawia je ciągnący wóz koń, stanowi symbol
całkowitego zagubienia, zatracenia się w życiu. Z takiego „błędnego koła” nie
ma żadnej ucieczki, nie można się w żaden sposób z niego uwolnić.
Mimo
to podmiot liryczny zdaje się nie zwracać na to, co się dzieje wokół niego
większej uwagi, ponieważ znajduje się w sennym
półżyciu. Jest to kolejny niepokojący sygnał pośród tego sielskiego opisu.
Może on znajdować się w stanie podobnym do tego, w którym żyli bogowie
olimpijscy, a więc może być zawieszony, pomiędzy życiem realnym, a tym
ziemskim. Egzystuje w stanie półżycia,
czyli pół-snu. Gdyby przyjąć taką interpretację, nie burzyłoby to w żaden
sposób idylliczności dwóch pierwszych strof. Jednak półżycie to mniej niż całe, pełne życie. Metafora użyta przez
Czechowicza oznacza, że podmiot liryczny znajduje się w stanie
pośrednim, balansuje gdzieś na granicy jawy i snu. Tutaj jest to sen wieczny.
Człowiek jadący na wozie nie znajduje się więc w boskim stanie wiecznej
szczęśliwości ale lawiruje pomiędzy życiem a śmiercią. Swoją podróżą oddala się
od życia. Z każdym obrotem kół jest coraz bliżej swojej ostatniej godziny.
„Przechodzi”, a właściwie przejeżdża, z jednego stanu w drugi. Widać to w
trzeciej strofie, w której zmienia się pora dnia. Jest wieczór, a więc podmiot
liryczny jest coraz bliżej „celu”.
W tej strofie pojawia się również słowo rżyska, które odznacza się na tle
wcześniejszego opisu. Stanowi ono nieco bardziej wyrazisty sygnał, pozwalający
odczuwać niepokój. Rżysko jest to
przecież pole, na którym odbyły się już żniwa. A żniwa w prostej linii kojarzą
się ze śmiercią, z zabijaniem i mordowaniem. Dzięki temu krótkiemu słowu można
także określić porę roku – koniec lata, a więc świat zbliża się ku jesieni –
porze, w której wszystko zamiera, zapada w sen, utożsamiony wcześniej ze
śmiercią. Jeździec jest już więc bardzo blisko ostatecznej zagłady.
Katastroficznym symbolem w tej strofie jest także księżyc ciemny czerwony. Nie został
określony jego kształt ale nie jest to istotne. Jeżeli ma on formę sierpu –
może przywoływać skojarzenia średniowiecznego obrazu kostuchy (w kapturze lub w
postaci szkieletu), która w swych dłoniach trzyma właśnie sierp – narzędzie
śmierci. Może też przywodzić na myśl upływ czasu, który nieubłaganie przybliża
każdego człowieka do kresu jego życia. Natomiast jeżeli jest okrągły,
przypomina kulę ognia, co podkreśla także przypisany mu czerwony kolor. Takie
obrazowanie i taka symbolika mają swoje korzenie w wojennych doświadczeniach
Czechowicza, które na stałe pozostawiły ślad w jego psychice i wyobraźni.
Widząc te wszystkie coraz wyraźniejsze sygnały zagłady,
podmiot liryczny zaczyna wołać, krzyczeć. Orientuje się, że jego przejażdżka,
która na pierwszy rzut oka nie zapowiadała niczego groźnego, przybiera
niebezpieczny kierunek. Nie jest już bierny, próbuje się czynnie sprzeciwić
zaistniałej sytuacji. Chce przywołać do siebie złoty kołacz. W tej metaforze ukryte może być słońce, a co za tym
idzie dzień, spokój, lato, bezpieczeństwo, sielankowość i wszystko to, co
utracił. Być może jest to działanie, w pewnym sensie, analogiczne do walki
podczas wojny. Żołnierze walczą, by odzyskać wolność i spokój, które zostały
przerwane tragiczną batalią. Wykazują się czynną postawą, nie są już w półżyciu. W ostatniej strofie podmiot
liryczny nadal woła. Nic nie ma,
słyszy jedynie kół skrzyp. Otacza go mgława noc jawa rozlewna. Wyrazy te
należą do symboliki śmierci. Katastrofizm osiągnął więc swoje apogeum. Podmiot
liryczny jest w samym środku tragicznych wydarzeń, próbuje wołać, walczyć,
uwolnić się od nocy i od śmierci. Pragnie, by powróciło idylliczne życie.
Często powracającym motywem w poezji Czechowicza jest też
woda – rzeki wiry, wodospady, które kumulując się, tworzą potop. Jest to
również element wizji apokaliptycznych. W tym wierszu nie pojawiają się tak
oczywiste symbole, które mogłyby wskazywać na zniszczenie świata przez ten
żywioł. Jest jednak mgła, która stanowi zlepek drobin wody. Mgła być może jest
dopiero nieśmiałym początkiem, zalążkiem aktu zagłady. Możliwe, że z czasem
zgęstnieje, stanie się cięższa i zwiększy swą objętość po to, aby wraz z ogniem
dokonać całkowitego zniszczenia świata. Ale na razie jest delikatna, rozlewa
się na świecie pod osłoną nocy.
Jednak katastrofizm, który tu się pojawia jest
„katastrofizmem ocalającym”[4]. Oznacza
to, że zagłada, która zostaje ukazana w utworze jest szansą na powstanie czegoś
nowego. Jest pewnego rodzaju „oczyszczeniem” tego, co złe. Po jesieni, która
zbliża się nieubłaganie (co symbolizuje omawiane już rżysko) przyjdzie zima, a po niej wiosna, wraz z którą świat
odrodzi się na nowo. Jest tu więc pewna cykliczność. Oznacz to, że podmiot
liryczny odzyska utracony złoty kołacz.
Nie padło w tej pracy jeszcze żadne słowo o tytule
wiersza, który też przecież niesie ze sobą jakieś znaczenie. Jak zauważa Joanna
Grądziel-Wójcik: Czechowicz przywiązywał
do nich [tytułów] dużą wagę[5]. Słownik
Języka Polskiego jako jedno ze znaczeń tytułowych kresów podaje: «granica jakiejś przestrzeni, pogranicze»[6]. Tak
były też nazywane dawne wschodnie ziemie Rzeczpospolitej. Przez kresy oznacza więc „przez granicę”. Tytuł utworu jest
powtórzony neologizmem półżycie,
który posiada podobne znaczenie przekraczania, w tym wypadku już ściśle
określonej, granicy. Cały utwór jest więc o pokonywaniu granicy – życia i
śmierci, pokoju i wojny, nieświadomości i świadomości. Człowiek, znajdujący się na wozie, jest żołnierzem rannym na polu bitwy. Ale czy jest to jedyne
możliwe odczytanie tego utworu? Z pewnością nie.
Gdy odrzucimy metaforykę Czechowicza i pozostaniemy przy
warstwie brzmieniowej wiersza, po przekroczeniu tytułowej granicy będzie już
prawdziwa muzyka. Poezja próbuje więc przejść ten kres. Czechowicz, dzięki tak
kunsztowniej skomponowanej warstwie brzmieniowej, balansuje na granicy poezji i
muzyki. Może to oznaczać, że w brzmieniu zawiera się właściwy sens poezji, a
całe życie ludzkie składa się z pojedynczych dźwięków. Są one odpowiedzią na
znaczenie słów. Może to być więc opowieść o usypiającym rytmie i o tym, że to z
niego składa się cały świat, który jest zlepkiem dźwięków, słów i obrazów
połączonych w spójną całość.
Jednak wiersz ten można odczytać zupełnie poza tematyką
wojny czy brzmienia. Może on stanowić metaforę ludzkiego życia. Przez większość
czasu jest ono monotonne, spokojne. Nic szczególnego się nie dzieje. Człowiek
często popada w „błędne koło” – zajmuje się tylko pracą, domem, obowiązkami. Egzystuje
w stanie takiego półżycia, ponieważ
nie czerpie z niego żadnych przyjemności. Nie zwraca uwagi na zbliżające się
zagrożenie, nie widzi pojawiających się zapowiedzi nieszczęścia. Dopiero
tragiczne wydarzenie wyrywa go z tego letargu. Może to być na przykład choroba,
śmierć kogoś bliskiego lub utrata pracy. Człowiek tęskni wtedy do stanu sprzed
tragedii. Docenia dopiero po stracie. Jednak, idąc śladem „katastrofizmu
ocalającego”, po nieszczęściu przychodzi coś pozytywnego. Nawet najgorsze wydarzenie,
w dalszej perspektywie czegoś uczy i przynosi coś nowego.
Po dokonanej analizie i interpretacji, da się zauważyć, że
wiersz Przez kresy zawiera cechy
bardzo charakterystyczne dla twórczości Józefa Czechowicza. Pojawia się w tym
utworze zestawienie ze sobą arkadyjskiego oraz apokaliptycznego obrazu świata.
Aby uzyskać ten efekt autor używa fonetycznych środków stylistycznych
(instrumentacja głoskowa, onomatopeje) a także posługuje się różnymi symbolami
i motywami (koń, noc, symbolika barw). Taki sposób ukazania świata wynika z
wojennych doświadczeń Czechowicza. Jednak, nie trzeba go odczytywać jedynie
jako wizji apokaliptycznej. Może on obrazować sytuacje o wiele bliższe
współczesnemu czytelnikowi.
[1] Ks. Jan
Twardowski, Nic się nie zmienił, http://www.apostol.pl/poezja/twardowski/nic-si%C4%99-nie-zmieni%C5%82.
[2] J. Czechowicz, Z mojego warsztatu literaturoznawczego,
w tegoż. Pisma zebrane, t.5, Szkice literackie, oprac. T Kłak, Lublin
2011.
[3] Kłak, Wstęp, w: J. Czechowicz, Wybór poezji, oprac. T Kłak, Wrocław
1985. Wszystkie odwołania do cech twórczości Czechowicza oraz cytaty z Przez kresy będą pochodziły z tego
wydania.
[4] Kryszak J., Katastrofizm ocalający: z poezji tzw. „Drugiej
Awangardy”, Bydgoszcz 1985.
[5] Joanna
Grądziel-Wójcik, Wiersze „bez nut”.
Autorefleksja w poezji Józefa Czechowicza, w: Józef Czechowicz. Od awangardy do nowoczesności, pod. Red. J.
Święcha, Lublin 2004.
[6] Słownik Języka
Polskiego, PWN http://sjp.pwn.pl/szukaj/kres.html
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz